Brytyjski rząd chce zmienić sposób, w jaki kolej decyduje o zakupie nowych pociągów. Zamiast automatycznie zakładać, że nowe składy będą należały do prywatnych firm i zostaną wydzierżawione operatorom, Great British Railways ma za każdym razem sprawdzać, czy bardziej opłacalny byłby bezpośredni zakup przez sektor publiczny.
Zmianę przedstawiono 28 września w nowej strategii dotyczącej taboru i infrastruktury. Jak wyjaśnia Department for Transport, przy przyszłych zamówieniach porównywane mają być własność publiczna, leasing oraz inne formy finansowania.
Nie jest to decyzja o nacjonalizacji wszystkich pociągów. Obecne kontrakty leasingowe mają pozostać w mocy.
Ponad £4 mld rocznie na leasing i utrzymanie
Skala pieniędzy jest ogromna.
Według Department for Transport leasing oraz utrzymanie pociągów kosztują pasażerów i podatników ponad £4 mld rocznie. Rząd twierdzi również, powołując się na dane Office of Rail and Road, że spółki posiadające tabor kolejowy wypłaciły swoim udziałowcom ponad £2,5 mld dywidend w ciągu ostatnich dziesięciu lat.
To właśnie te liczby są jednym z powodów, dla których rząd chce ponownie przeanalizować model funkcjonujący na brytyjskiej kolei od czasu prywatyzacji w latach 90.
Większość pociągów pasażerskich nie należy bowiem do samych operatorów. Są własnością tzw. rolling stock companies, czyli ROSCOs, które kupują składy i następnie leasingują je firmom prowadzącym przewozy.
W praktyce oznacza to, że nawet gdy operatorzy kolejowi wracają do sektora publicznego, wiele pociągów, którymi jeżdżą, nadal pozostaje własnością prywatnych firm.
Dywidendy sięgają setek milionów rocznie
Dane regulatora pomagają pokazać skalę tego rynku.
Office of Rail and Road podał, że w roku finansowym 2024/25 analizowane spółki leasingujące tabor wypłaciły udziałowcom £275 mln dywidend. Ich łączna marża zysku netto wyniosła 18,5 proc.
Rok wcześniej wartość wypłaconych dywidend wyniosła £339 mln.
Same wysokie dywidendy nie oznaczają jednak automatycznie, że sektor publiczny mógłby po prostu kupić pociągi i zaoszczędzić podobną kwotę.
Zakup taboru wymaga ogromnego kapitału na początku, a leasing przenosi część kosztów finansowania i ryzyka na właściciela pociągu. Dlatego nowa strategia nie zakłada jednego rozwiązania dla całej sieci.
Każde nowe zamówienie ma być oceniane osobno
Great British Railways ma stosować podejście case by case.
Przy każdym przyszłym dużym zamówieniu trzeba będzie sprawdzić, czy najlepszą wartość dla podatników i pasażerów zapewnia zakup przez państwo, prywatne finansowanie, leasing czy inna konstrukcja.
To znacząca zmiana, ponieważ przez ponad trzy dekady leasing był w praktyce podstawowym modelem pozyskiwania pociągów.
Rząd twierdzi, że w niektórych przypadkach bezpośrednia własność publiczna mogłaby ograniczyć koszty finansowania, opłaty transakcyjne i zyski inwestorów zawarte w umowach leasingowych.
Ale na obecnym etapie nie podano wyliczenia pokazującego, ile dokładnie państwo mogłoby dzięki temu zaoszczędzić.
Nie ma też zapowiedzi, że ewentualne oszczędności automatycznie przełożą się na niższe ceny biletów.
Regulator sam przygląda się kosztom utrzymania
Sprawa nie dotyczy wyłącznie tego, kto jest właścicielem pociągów.
W kwietniu 2026 roku Office of Rail and Road rozpoczął osobne badanie rynku utrzymania taboru. Regulator analizuje m.in. przejrzystość kosztów, długoterminowe kontrakty serwisowe oraz to, czy przy odnawianiu takich umów występuje wystarczająca konkurencja.
ORR oczekuje zakończenia tego przeglądu jesienią 2026 roku.
To istotne, ponieważ wspomniane przez rząd ponad £4 mld nie jest wyłącznie rachunkiem za samo wypożyczenie pociągów. Kwota obejmuje również ich utrzymanie.
Rząd nie chce wykupować całej obecnej floty
Jeszcze wcześniej rząd wyraźnie odrzucał możliwość natychmiastowego przejęcia wszystkich istniejących pociągów.
W odpowiedzi udzielonej w Parlamencie w marcu 2026 roku Department for Transport stwierdził, że wykupienie całego obecnego taboru kosztowałoby miliardy funtów i przy innych presjach na finanse publiczne nie byłoby odpowiedzialnym rozwiązaniem.
Nowa strategia tego stanowiska nie odwraca. Zmienia natomiast zasady dotyczące przyszłych pociągów.
Dotychczasowe umowy leasingowe mają działać dalej, a własność publiczna stanie się jedną z opcji, którą Great British Railways ma obowiązek rozważyć.
Co to oznacza dla pasażerów?
Na razie pasażerowie nie muszą nic robić i nie zmieniają się zasady kupowania biletów czy korzystania z pociągów.
Znaczenie tej decyzji jest bardziej długoterminowe.
Jeśli Great British Railways zacznie kupować część nowych składów bezpośrednio, państwo będzie musiało wyłożyć więcej pieniędzy na początku, ale może później uniknąć części kosztów finansowania i leasingu przez dziesiątki lat eksploatacji pociągu.
Czy rzeczywiście będzie to tańsze, ma być oceniane przy konkretnych zamówieniach.
Dlatego najważniejszą zmianą z 28 września nie jest zapowiedź wielkiego wykupu pociągów, lecz zakończenie zasady, według której prywatny leasing jest praktycznie domyślnym rozwiązaniem dla nowego taboru.


















Discussion about this post